O lęku powiedziano i napisano już wiele. Co więcej, każdy z nas dobrze zna go z własnego doświadczenia. Co zwykle robimy, kiedy się pojawia? Jak pisałam w artykule pt. „Akceptacja czyli przyjmij mnie takim jakim jestem”, najczęściej odsuwamy od siebie to nieprzyjemne uczucie – próbujemy za wszelką cenę unikać sytuacji, z którymi się wiąże.
Dlaczego?
Bo nie lubimy niepewności. Bo boimy się utraty kontroli nad sobą i sytuacją. Ucieczka wydaje nam się jedynym sensownym rozwiązaniem. Niestety, na dłuższą metę nie przynosi oczekiwanych korzyści (przypomnij sobie, ile razy próbowałeś tej strategii i jakie uzyskałeś wyniki). Co zatem zrobić?
A gdyby tak oswoić swój lęk? Pobyć z nim chwilę i bliżej poznać. Docenić (brzmi niedorzecznie, prawda? :-)) Zwolnić tempo, kiedy się pojawia i usłyszeć, co ma do powiedzenia. Nakarmić go swoją uwagą. I o tym będzie właśnie poniższe ćwiczenie. Pochodzi ono z książki „W sieci natrętnych myśli” Kelly G. Wilsona i Troya DuFrene. No to zaczynamy!
Karmienie lęku (niepokojącej myśli)
Ciekawa jestem, jak wyglądały Wasze myśli i czym je nakarmiliście? Czy były bardzo głodne? 🙂
Już niedługo kolejne sposoby na obłaskawienie lęku. A może macie swoje własne, dobrze sprawdzone metody?




