Dzisiaj parę słów o książce, którą naprawdę warto przeczytać. Dlaczego?
Bo lęk przed śmiercią (i przed życiem) jest dobrze znany każdemu z nas.
Bo myśli związane ze śmiercią stanowią nieodłączny element naszej machiny umysłowej.
Bo każdy stracił (lub straci) kogoś bliskiego.
Bo przemijanie jest pewnikiem.
Stephen Levine w książce „Gdybyś miał przed sobą rok życia”proponuje czytelnikowi swoisty eksperyment na świadomości, polegający na przeżyciu najbliższego roku, jakby był tym ostanim. Czy to ma sens? Jak najbardziej. Już Sokrates zachęcał, abyśmy nieustannie „ćwiczyli umieranie”. Dlaczego?
Długo zastanawiałam się, jak przekonać Was do lektury tej niezwykle interesującej książki. Myślę, że najlepszą zachętą będzie kilka fragmentów:
„Podczas tego jednorocznego eksperymentu zdałem sobie sprawę, że wszystko, co wiem na temat śmierci, nie dotyka jej istoty. Zrozumiałem, że przez cały czas byłem skoncentrowany na lęku przed śmiercią, podczas gdy powinienem przede wszystkim poświęcić uwagę lękowi przed życiem”.
„Ponieważ na ogół żyjemy na powierzchni, schwytani w sidła doznań fizycznych i szaleńczej gonitwy myśli, częściej odwracamy się od życia, niż je przeżywamy. Ledwie spostrzegamy delikatne fale, które wzbudza w umyśle każde nowe zdarzenie”.
„Nasz lęk przed śmiercią jest lękiem przed czymś, czego nie znamy i nad czym nie mamy żadnej kontroli. To wciąż ten sam stary lęk. Czai się pod naszymi powiekami, gdy budzimy się każdego ranka. To lęk przed lękami. Potrzebuje przestrzeni, by istnieć”.
„Życie trwa tylko chwilę. Potem przychodzi nowa chwila, by także odpłynąć. Przechodzimy z jednej chwili w drugą, nie wiedząc, co przyniesie następna odsłona. Jednak coś w tym obrazie zaczyna przyciągać naszą uwagę. Zdajemy sobie sprawę, że wszystkie doświadczenia w życiu są przemijające, poza jednym: istnieje niezmienna przestrzeń, w której unoszą się wszystkie przemiany”.
Na koniec proste ćwiczenie, zaczerpnięte oczywiście z polecanej przeze mnie książki (znakomicie wpisuje się w trwający właśnie sezon grypowy) 😉
„Umieranie na katar”
Jak pisze autor:
„Gdy przestajemy walczyć z bólem, następuje przełom. Zaczynamy przeżywać go nie jako „mój” ból, lecz jako ból „w ogóle”. Osiągamy nieznany dotąd poziom współczucia” (…) „Dzień, w którym zdałem sobie sprawę, że to co czuję, nie jest „moim” bólem czy „moim” umysłem, lecz po prostu naturą bólu i umysłem jako takim, stał się prawdziwą inicjacją, która na zawsze zmieniła mój stosunek do cierpienia. Ból „jako taki” ma do dyspozycji cały wszechświat, by się w nim rozpłynąć. Gdy zaś jest to „mój ból”, jestem z nim sam na sam (…). Zauważ, że najmniej jesteś obecny wtedy, gdy „twój” ból żąda opieki. Rozluźnij się, wnikaj delikatnie w doznania, badaj i rozluźniaj się jeszcze bardziej, aby zrobić miejsce na całe swoje życie”.
Zachęcam do lektury i podjęcia wyzwania! 🙂
Źródło:
Stephen Levine. Gdybyś miał przed sobą rok życia. Eksperyment na świadomości. Wydawnictwo SZAFA, 2015.




